Wspólność majątkowa małżeńska
Dorota. Po raz pierwszy spotkałam ją w 2014 roku. Sprawiała wrażenie pełnej ciepła i spokoju kobiety. Z jednej strony krucha i delikatna – z drugiej pełna siły i determinacji. Od razu przeszłyśmy
na TY.

Wraz z mężem i córką przywitali mnie pieczoną rybą z kapustą i ziemniakami. Sytuacja Doroty i jej rodziny nie była łatwa. Komornik. Licytacja majątku. Presja otoczenia. Poczucie klęski. Strach. Lęk przed jutrem…

– Nie mogę się poddać. Mam dla kogo walczyć. Mój mąż już kilka razy targał się na swoje życie, on nie wytrzymuje tej presji, obciążenia. Ja muszę być silna. Nie mam wyjścia. Jeśli tylko jest jakaś szansa – spróbuję. Zrobię wszystko, aby przeprowadzić upadłość. Nasze problemy finansowe powstały na skutek zupełnie niezależnych ode mnie działań – opowiadała.

Andrzej, mąż Doroty, w 2001 roku rozpoczął działalność gospodarczą. Jego firma zajmowała się przewozem towarów na zlecenia. Na początku posiadał trzy samochody i zatrudniał dwóch kierowców. Przez około 7 lat firma prężnie funkcjonowała. Andrzej regularnie inwestował w lepszy i nowocześniejszy park samochodowy, stare auta zastępował nowszymi modelami… Brał leasingi i kredyty.

W 2008 roku Andrzej wziął kredyt na zakup dwóch naczep oraz na kolejny samochód. Stare samochody sprzedał a zarobione pieniądze przeznaczył na spłatę innych kredytów.

Od 2008 roku sytuacja diametralnie się pogorszyła. Większość zleceniodawców zaczęła wydłużać terminy płatności za wykonane przez firmę Andrzeja usługi. Najpierw do 30 dni, później do 60, by ostatecznie żądać 90-dniowego terminu płatności. A i tak nie zawsze tego terminu dotrzymywali… Aby uzyskać kolejne zlecenia na posiadany przez firmę tabor samochodów, Andrzej zaczął kredytować zleceniodawców, samodzielnie kupując paliwo. Koszty ponoszone w związku z tym miesięcznie sięgały 60 000 zł. By mieć pieniądze na kolejne kursy, Andrzej zaciągał kolejne kredyty. Liczył, że spłaci je gdy tylko otrzyma zaległe należności. Ale te się opóźniały. Zaciągał kolejne kredyty. A wraz z nim – podpisywała je Dorota.

– Na rynku transportowym zaczęło się dziać coraz gorzej, pojawiło się dużo nowych konkurencyjnych firm, paliwo podrożało, a zleceniodawcy zaczęli wykorzystywać nadmiar samochodów na rynku – tłumaczyła Dorota. – O zlecenia było coraz trudniej. Wyjazdy wydłużały się, zleceniodawcy zaczęli płacić tylko za kurs w jedną stronę, pozostawiając mężowi obowiązek znalezienia klienta na transport powrotny. Mąż zaczął mieć poważne kłopoty finansowe.

I tak na początku 2012 roku firma leasingowa zabrała jeden samochód, naliczając koszty rozliczenia umowy. Aby pokryć te należności Andrzej sprzedał jedną naczepę i ciągnik siodłowy. Sprzedaż ta pozwoliła uregulować i rozliczyć całkowicie umowę leasingową, jednak na stanie firmy pozostał już tylko jeden samochód i dwie naczepy.

– Jakby tego było mało – w czerwcu 2012 roku syn Doroty i Andrzeja miał poważny wypadek samochodowy. –

W sierpniu 2013 roku Andrzej zwrócił się do banku z prośbą o wyrażenie zgody na sprzedaż samochodu i naczep. Chciał rozliczyć kredyt. Niestety bank zgody na transakcje nie wyraził.

W czerwcu 2014 roku na zlecenie banku przyszedł komornik i dokonał zajęcia sprzętu.

– Samochód i naczepy stoją na podwórzu od lipca 2012 roku, nikt z nich nie korzysta, ich wartość spada z dnia na dzień, a kredyt i odsetki rosną w błyskawicznym tempie! – żalił się Andrzej. – Brak zgody na sprzedaż ze strony banku, tylko pogarszała naszą i tak trudną sytuację.-

Po naszym spotkaniu – Dorota zebrała i przygotowała pełną dokumentację wszelkich zobowiązań i sytuacji firmy męża. Napisałyśmy dwa wnioski. Jeden Doroty, o ogłoszenie upadłości konsumenckiej i drugi – Andrzeja także o upadłość konsumencką – byłego przedsiębiorcy.

Wniosek Doroty został rozpatrzony pozytywnie – sąd wydał postanowienie o upadłości. Dorota nie miała osobnych, prywatnych zobowiązań, jej długi były długami de facto zobowiązaniami męża zaciągniętymi w związku z prowadzoną przez niego działalnością.

W pierwszym etapie sąd oddalił wniosek Andrzeja uznając, że prowadząc przez tyle lat działalność powinien mieć wiedzę i świadomość, że jeśli firma nie jest w stanie spłacać swoich zobowiązań – od razu należy złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości przedsiębiorstwa. Andrzej takiej wiedzy nie miał, ale miał ogromną moralność płatniczą, i mimo zamknięcia firmy spłacał każdą zarobioną złotówkę na konto komornika. Na złożenie zażalenia Dorota i Andrzej mieli tydzień. Ta moralność płatnicza Andrzeja przeważyła i sąd po ponownym rozpatrzeniu wniosku, ogłosił jego upadłość.

Temat:

Wspólność majątkowa małżeńska

Data:

30.10.2017

Książka

książka

Zbiór wszystkich historii osób dotkniętych upadłością konsumencką.

Artykuły powiązane

Ucieczka za granicę
30-10-2017
Ucieczka za granicę
Konsolidacja kredytów
30-10-2017
Konsolidacja kredytów
Mąż otworzył na mnie firmę.
30-10-2017
Mąż otworzył na mnie firmę.
X

Formularz kontaktowy