Ukończyłam studia ekonomiczne w Poznaniu. Po roku pracy w firmie sprzedażowej, podjęłam pracę w banku. I tak od dysponenta do menedżera, a potem do przedstawiciela regionalnego banku hipotecznego.

W 2004 roku rozpoczęłam pracę w prywatnej firmie na stanowisku dyrektora finansowego. Po raz pierwszy zetknęłam się z realiami polskiej przedsiębiorczości. Od strony bankowca i banku wyglądało to zupełnie inaczej. Po dwóch miesiącach wdrażania się w sytuację finansową firmy zwróciłam się z wnioskiem do właściciela, iż należy ogłosić upadłość przedsiębiorstwa. Nie widziałam szans na wyjście z długów. W 2004 roku, również dużo mówiło się o możliwości ogłoszenia upadłości lub zawarciu układu, nowa ustawa „Prawo Upadłościowe i Naprawcze” funkcjonowała od 2003 roku.

Szybko znaleźliśmy kancelarię prawną specjalizującą się w obsłudze podmiotów gospodarczych. W marcu 2004 roku, kancelaria złożyła do Sądu nasz wniosek. Oczywiście, został odrzucony. Teraz z perspektywy czasu i wiedzy jaką posiadam, tamten wniosek w ogóle nie spełniał wymogów, ani merytorycznych, ani formalnych.

Wniosek odrzucony, a długi zostały. I tak od początku swojej pracy zajęłam się porządkowaniem spraw finansowych. Rozmowy z wierzycielami, rozkładanie płatności na raty i jeszcze raz na nowe raty. Wizyty u komorników, w bankach, instytucjach. Nigdy nie były to łatwe rozmowy i dla nikogo takimi nie będą.

W 2008 roku zostałam jednym z udziałowców w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością. Firma rozwijała się, przybywało klientów, rosły obroty. Zaczęłam wprowadzać procedury, szkolenia, kontrolować wydatki, zatrudniać młodych, lepiej wykształconych specjalistów. Różna wizja zarządzania spółką doprowadziła do konfliktu między udziałowcami, który przeniósł się na grunt zawodowy. Straciliśmy zaufanie klientów, dostawców, instytucji, w końcu największy partner biznesowy zerwał kontrakt. Działając jako zarząd spółki złożyłam do sądu wniosek o ogłoszenie upadłości naszej firmy obejmujący likwidację majątku.

W swojej naiwności liczyłam, że składając dodatkowe osobiste zabezpieczenia jeszcze coś uratuję. Ale straciłam: firmę, pracę, pasję, przyjaciół. Zostały mi: kredyty, zobowiązania, poręczenia i weksle. Pierwszy odruch to zapaść się pod ziemię, uciec, wyjechać, zapomnieć. W końcu koleżanka podpowiedziała- a może tak ogłoś swoją upadłość- upadłość konsumencką? Zaczęłam szukać informacji, biegać po kancelariach, czytać ustawę. Nie znalazłam nikogo, kto by mi doradził, pomógł, podpowiedział. Sama usiadłam i napisałam wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej, czyli upadłości osoby fizycznej nie prowadzącej działalności gospodarczej i sąd po 9 miesiącach, w marcu 2014 roku ogłosił moją upadłość.

Kiedyś doradzałam firmom, osobom jak otrzymać kredyt, teraz doradzam, jak ten kredyt ( inne zobowiązania) spłacić… Historia zatoczyła koło.

Mojaupadlosc.pl

Lucyna Dassuj

Ekonomistka, Doradca w zakresie:

oddłużenia, restrukturyzacji, upadłości konsumenckiej, negocjacji … [więcej]

Mojaupadlosc.pl

Fundacja Moja Upadłość

os. Zygmunta Starego 8/2 60-694 Poznań

KRS 0000570364

NIP 972-12-56-668

Poznański Bank Spółdzielczy
45 9043 1070 2070 0062 4916 0001